Gorączka sobotniej nocy

Bas wali tak, że czuję go w trzewiach, zatyczki nic nie dają. Wokół przelewa się tłum, skaczące, wrzeszczące, obejmujące się hordy małolatów, ubrane głównie we fluorescencyjną farbę. Jest wieczór, jest koniec tygodnia – nie żeby to robiło dużą różnicę – jestem w pełnej po brzegi “Tanzhalle Eins” dopiero parę minut, a już mam serdecznie dosyć. Spoglądam kątem oka na Elkę, jest napięta jak struna, wygląda jak, no cóż, jak gospodyni domowa w technoklubie. Dobrze chociaż, że dała się namówić na w miarę pasujący do lokalu strój, choć w bikini i przezroczystym mylarowym płaszczyku i tak jest overdressed. Szturcham ją, wskazuję kierunek podbródkiem, ruszamy w stronę baru.

Uparła się, żeby pomóc. Mieszka u mnie kątem już trzeci miesiąc, najwyraźniej zaczęło jej to doskwierać. Nie wypominam jej, ponieważ helou, ale poczuła się w obowiązku. Wykręcałam się, bo jest przecież kompletnym newbem, ale przyszedł ten moment, kiedy skończyły mi się wymówki – no i oto jesteśmy. Zresztą, może i dobrze: będzie miała jakieś nowe wspomnienia, wyjdzie z domu, jakim by nie był, może się rozczmucha. Krzyczy w nocy, ma Roberta ciągle na żywo. Nie potrafię jej pomóc, nikt mnie tego nie uczył – a podziemna ekonomia miasta nie obfituje w psychoterapeutów.

Przy barze oczywiście tłum, lustruję wszystkich uważnie, ale nasza randka jeszcze nie dotarła. Barman zwraca na nas uwagę dopiero po dłuższej chwili: obraca kanciasty hełm w naszą stronę, pojawiamy się na holo nad jego głową, razem ze znakiem zapytania. Biorę “samochód-pułapkę”, Elka kręci głową. Szturcham ją znów, spogląda z niezrozumieniem. Rozmawiałyśmy o tym przecież, do czorta. Przypomina sobie najwyraźniej, bo bierze jednak gin z tonikiem. Spijamy niespiesznie, rozglądając się po okolicy. Rozmowa jest absolutnie niemożliwa. Nie odstręcza to jednak facetów – pojawia się jakiś, uśmiecha, krzyczy niesłyszalny podryw. “Najokrutniejszy miesiąc to kwiecień”, mówię, kręcąc głową. Żadna różnica, przecież nie słyszy. “Wywodzi z nieżywej ziemi łodygi bzu”. Odpowiada coś, unosząc przepraszająco ręce i znika w tłumie.

Jestem w połowie drinka, kiedy do baru docierają dwie dziewczyny z odpowiednimi wzorami na twarzach. Nie ma jak ich zaczepić, oczywiście, ale mamy na to umówiony sposób: łapię barmana i zamawiam u niego dwa jagermajstry, dla “lasek z faceartem”. Na wyświetlaczu barmana przewijają się twarze, kiwam głową, drinki ruszają w drogę. Śledzę barmana kątem oka: kiedy docierają, laski wdają się z typem w krótki dialog, a nad jego głową przez moment pojawiają się nasze twarze. Spotykam się z laskami wzrokiem, uśmiecham się nieśmiało, odpowiadają uśmiechem. Skinięciem wskazuję darkroom, uśmiechają się szeroko, ruszamy.

Darkroom jest oświetlony wyłącznie ultrafioletem. Obecnych widać tylko dzięki nie mijającej popularności farby dayglo. Padamy na pierwszą wolną poduchę, zmieniając się w kłębowisko kończyn. Szybko i sprawnie wzajemnie wypakowujemy się z ubrań, na ile widzę – i czuję – obie są naprawdę przyjemne dla oka, aż żal, że nie na polowanie tu przyszłam. Wszystko odbywa się błyskawicznie: dziewczyny malują nam swoje wzory na twarzach, podczas gdy my ubieramy je w nasze ciuchy i przyozdabiamy strategicznie rozmieszczonymi maźnięciami farby. Z darkroomu obydwie wychodzimy jako całkiem inne osoby.

Advertisements
Posted in PL

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s