Rodzina

Ojca nie znałam nigdy – zostawił nas, zanim się urodziłam. Mama miała wtedy siedemnaście lat, więc była właściwie dzieciakiem. Przygarnęła nas rodzina ojca, jego starszy brat z żoną. Nie znosili się z ojcem, z tego co zrozumiałam, i porzucenie dziewczyny w ciąży wyczerpało ich cierpliwość. Mam takie stare zdjęcie, na którym jesteśmy wszyscy. Wyglądamy trochę dziwnie: drobna blondynka – mama, wielki jak szafa, zarośnięty, jednooki typ – wujek Ditmir, kanciasta kobieta o wielkich, czerwonych dłoniach – ciocia Majlinda, i babcia Odeta – chudziutka, w chustce, ubrana na czarno. No i ja, zawiniątko na rękach mamy. Wszyscy ponurzy jak burzowe chmury, mama jakby przestraszona. Musiało jej być ciężko: wujostwo słabo mówiło po polsku, dogadanie się czego właściwie od niej chcą ci poważni ludzie było nieproste. To musiała być zabawna scena, jak o tym teraz myślę. No, z perspektywy zabawna. Na innym zdjęciu jesteśmy tylko z wujkiem Ditmirem, oboje po łokcie w smarze, bo akurat “naprawiamy traktor” – to znaczy, oczywiście, wujek naprawia, a ja kręcę mu się pod nogami, podaję narzędzia i – zapewne – pytam o wszystko piskliwym dziecięcym głosem. Wujek miał niewyczerpaną cierpliwość, z którą tłumaczył, wyjaśniał, pokazywał. Pamiętam, jak uczył mnie szyć ubranka dla lalek – on, ogromny facet, z igłą niknącą w jego pokancerowanych, zrogowaciałych dłoniach. Mama pracowała, zostawałam u wujków często – smak kaszy ze skwarkami zawsze kojarzy mi się z domem i z ciepłem. Przed posiłkiem wszyscy troje kłonili się nisko przed poczerniałym obrazkiem, wiszącym na ścianie – ni to szkaplerzem, ni to małą ikoną – i modlili się w języku, którego nie rozumiałam. Pamiętam, że kiedyś spróbowałam ich naśladować, dostałam za to po głowie od babci Odety. Przytulała mnie potem, zapłakaną, i tłumaczyła że “nie trzeba”, że nie wyszłam ze Starego Kraju, że lepiej nie, “bo po co ściągać na siebie spojrzenie”. Nie rozumiałam tego wtedy, a potem juz nie pytałam.
Nigdy nie byli dla mnie obcy. Zawsze byli moją rodziną, tak samo bliską jak mama. Bliższą, bo z wyboru.

Dlatego kiedy rajderzy odjechali, kiedy wykopałam się z przywalonej gruzem piwniczki, pomogłam babci Odecie pochować wujka Ditmira. Bez słowa złożyłyśmy go w płytkim grobie, twarzą ku ziemi. Nie było o czym mówić. Kiedy babcia wydobyła spod swojego łóżka długi, zawinięty w otłuszczone szmaty pakunek, nie byłam nawet zaskoczona. Patrząc w oczy, wręczyła mi antyczny karabin, powiesiła na szyi ikonę ze ściany. Nic nie powiedziała. Kiedy pocałowała mnie w czoło, podniosłam torbę z konserwami i poszłam, nie oglądając się. Śladem opon i stratowanego zboża.

(Megan popchnęła mnie do napisania)

Advertisements
Posted in PL

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s