Po użyciu wyrzucić

Do kawiarni wszedłem za pięć szósta, sam. W tym ciele, z multitoolem i ponad kilogramową bryłą smartmaterii udającą zwyczajny wielkokalibrowy rewolwer czułem się jak najgroźniejszy humanoid w mieście – zaraz po Kolekcjonerze. Usiadłem nad kawą i ciastkiem, zastanawiając się, którzy z klientów są jego ludźmi.

Po jakimś kwadransie dosiadł się do mnie wysoki chłopak, uchylił połę obszernej kurtki. Pod spodem miał kamizelkę obszytą kostkami HNIW. Co on z tymi bombami, pomyślałem, fetysz detonacji ma?

– Jedna głupia akcja i odpalam. Wystarczy na ciebie, obstawę i cały budynek.
– Spokojnie, miałem przyjść sam i jestem sam.

Ależ byłoby głupio, gdyby teraz napatoczył się ktoś znajomy.

– Zgrabnie mi ściągnąłeś figuranta. Jeszcze z dziesięć sekund, zwrakowałby ten glinowóz i się ulotnił. Popijałby teraz kawkę.
– Przypadek i trochę farta.
– Aha. Przypadkiem byłeś poza wozem dowodzenia, kiedy wystartował, przypadkiem miałeś elektrolaser, a odróżniłeś go od decoyów pewnie fartem? Z takim fartem to na loterii trzeba grać.

Milczałem. Nie rozumiałem, czemu tu siedzieliśmy. Tyle ryzykować dla zwykłego zaspokojenia ciekawości? Spojrzałem mu w oczy i zrozumiałem – Kolekcjoner nie ryzykował niczym. Przede mną siedział przerażony chłopak w smartgoglach, który o wielokilowym ładunku w kamizelce dowiedział się pewnie dopiero, kiedy Kolekcjoner podpowiedział mu kwestię.

– Dobrze, nie chcesz się bawić, nie będziemy się bawić. Powiem ci to wprost: autoryzacja oskar lima kilo dwa siedem hotel hotel zero dwa jeden pięć lima november. Komenda skasuj imprint.

Popatrzyłem na niego, zaskoczony.

– Cokolwiek to było, chyba nie działa.
– Najwyraźniej. Strasznie cię okroili, prawie mi cię żal. Nawet nie wiesz, co się z tobą stanie po wszystkim, co? Biedaku.

Obserwowałem chłopaka, kiedy drewnianym głosem powtarzał kwestie Kolekcjonera. Był mokry od potu.

– Oddaj się w ręce milicji, zdaj sprzęt i kanały przerzutowe. Będziesz miał uczciwy proces, dostaniesz kilka lat deprywacji albo kriostazę na dekadę czy dwie. Nikt nie musi zginąć.

Puste obietnice, ale musiałem zachować formy. Zresztą grałem też dla mikrokamery, którą miałem w klapie. Zapis miał pójść na serwery Komendy zaraz po wyjściu z kawiarni: nie planowałem wystawić się na odstrzelenie jednym donosem o spotkaniu z poszukiwanym przestępcą.

– Nawet nie zamierzam odpowiadać na serio. Oddać się w ręce milicji, niezła fraza. Uczą was takich na kursach negocjacji?

Zamilkł, ale poruszał nadal ustami, powtarzając to samo słowo. Pomocy. Pomocy.

– Czas nie czeka na nikogo – powiedział, wstając. – Do następnego.

Ruszył w stronę wyjścia, rzucając mi ostatnie błagalne spojrzenie przez ramię. Odprowadziłem go wzrokiem. Gdy był na środku lokalu, usłyszałem stuknięcie; niegłośne, jakby ktoś upuścił kubek na twardą podłogę. Padł jak ścięty, po chwili usłyszałem pierwszy krzyk. Wstałem, wyciągając kryptokartę.

– Milicja, wszyscy na zewnątrz, proszę natychmiast opuścić lokal. Natychmiast, wszyscy na zewnątrz.

Wyszedłem jako ostatni, zostawiając za sobą ciało z krwawą dziurą w głowie. Kolejny pionek, po użyciu wyrzucić. Był martwy od kiedy założył zaminowane smartgogle, a ja nie mogłem nic dla niego zrobić. Nie bez zaalarmowania Kolekcjonera – z oczywistymi konsekwencjami.

Wyciągnąłem telefon i zadzwoniłem po patrol saperski – kamizelka pełna HNIW faktycznie mogła usunąć budynek z mapy.

[poprzednia wersja gotowej sceny]

Advertisements
Posted in PL

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s