Wejście dynamiczne

W furgonetce dowodzenia było ciasno i śmierdziało potem. Obserwowałem akcję zza pleców oficerów, tłoczących się przed ekranami, na które technik rzucił strumienie z osobistych kamer milicjantów. Oczywiście nie szło się w niczym rozeznać. Trzydzieści ekraników wielkości dłoni, na każdym podrygujący obraz, z głośników dyszenie i przekleństwa szeptem, na trzydzieści głosów. Oddział Specjalny, elitarna jednostka milicji, wychodzi na pozycję przed ujęciem niebezpiecznego przestępcy. Najlepszy sprzęt, wsparcie bezpilotowców, zabezpieczenie informatyczne, smartkarabiny, programowalne pancerze, noże, zaostrzone kije; totalne badassy w akcji. Naprawdę w to wierzyli, niestety. Nikt nie zwracał na mnie uwagi, zresztą od samego początku. Zajęło im kwadrans i telefon – telefon – do Komendy Głównej, zanim w ogóle wpuścili mnie za kordon. Jasne, kryptoznaczone karty konsultantów rosną na drzewach. A żeby zdemaskować ZŁOWROGIEGO INFILTRATORA, który da radę taką podrobić, wystarczy telefon do centrali.

No ale dobra, zadzwonili, potwierdzili, głos pana kazał im wpuścić, zasięgać porady, słuchać opinii, konsultować. Konsultowali? Aha, pewnie. Jakby mogli, nie wpuściliby mnie nawet do ich świętego wozu dowodzenia, ale akurat padało. Zostawić konsultanta z KG, żeby mókł – zły pomysł. Może się poskarżyć i będzie smród. No, myślą w taki sposób, owszem. Musiałem się tego szybko nauczyć. Dzięki temu wiem, że jakby się któryś z nich wykazał minimalną przezornością, to by mnie wzięli pod skrzydła, słuchali uwag, mądrze kiwali głowami, zastosowali się do paru – a jakby był fuckup, mieliby na kogo zwalić winę. Ale nie, nie ma mowy, elitarna jednostka nie potrzebuje mądrali z Komendy, niejednego niebezpiecznego przestępcę z prohibitami już zawijali, no i przede wszystkim Oddział Specjalny nie robi fuckupów.

Więc stałem za nimi, milczałem, nawet niespecjalnie zaglądałem im przez ramiona, o doradzaniu nie wspominając. Spece rozstawili się w końcu, w głośnikach zatrzeszczały potwierdzenia: snajperzy gotowi, zespół alfa jeden gotowy, zespół alfa dwa gotowy, krio gotowe. Alfa jeden, alfa dwa, nie żartuję. Dowódca akcji odebrał potwierdzenia, spojrzał po reszcie, skinął głową. Zaczynajcie, powiedział. Zaczęli. Od odcięcia prądu i zagłuszania cywilnej łączności, chwilę potem odstrzelili drzwi, wpadli do środka i cały misterny plan, jak to mówią, poszedł w pizdu. Huknęło tak, że usłyszeliśmy to na własne uszy, a łączność zatkała się krzykami, nieskładnymi raportami i trzaskiem wystrzałów. Dowódca akcji wrzeszczał w mikrofon, usiłując zapanować nad chaosem, jego przydupasy wydawały w tym czasie sprzeczne polecenia technikom łączności. Zespół alfa jeden nadział się na kierunkową minę zaraz za frontowymi drzwiami, alfa dwa ostrzeliwał się z kimś na tyłach budynku. Błyskawiczny szturm utknął, strat nie mieli tylko snajperzy, bezskutecznie wypatrujący jakiegokolwiek celu.

Co ja bym zrobił w takiej sytuacji?

Związałbym szturm na perymetrze jakąś automatyką i się wynosił, oczywiste. Drukarkę ustawiłbym na produkowanie czegoś zjadliwego, awaryjne zasilanie na samozniszczenie. Kanałów tu nie ma, budynek jest otoczony, więc wiać tylko górą. Wydrukowałbym sobie pojazd, żeby spieprzyć szybko i skutecznie, ale o ile wiem nie miał na to czasu, nie na łatwej do przerzucenia drukarce. Bez pojazdu, tylko z osobistymi dopaleniami, musiałbym liczyć na zamieszanie, nie na prędkość. Jeśli odstrzelić dowodzenie akcji, zamieszanie zrobi się znakomite. A że cywilną łączność położyli, wóz dowodzenia jest najmocniejszym nadajnikiem w okolicy.

Konsultantowi służbowa broń nie przysługuje. Rozejrzałem się po wnętrzu – szafki z bronią nie było. Miałem problem. Wysiadłem, ruszyłem szybkim krokiem – nie biegiem – do najbliższej pancerki speców. Czasu było coraz mniej, więc zerwałem kłódkę na skrytce ze sprzętem, wyciągnąłem pękaty elektrolaser, szarpnięciem ustawiłem go na pełną moc. Na zewnątrz noc rozpaliła się oślepiającym blaskiem flar. Wystrzelił pozorację, snajperzy właśnie oślepli. Wyskoczyłem z pancerki, gogle usiłowały nadążyć za pseudolosowym pulsowaniem oślepiaczy, zaciemniłem je całkowicie, przełączając na lidar. Syntetyczny obraz był zaszumiony, jego pozoracja zakłócała też laserunek standardowych policyjnych gogli. W powietrzu było sześć celów, chaotycznie miotanych algorytmami randomizacji trajektorii. Któryś z nich to on, a ja nie miałem ani czasu ani prądu żeby usmażyć wszystkie. Gdybym chciał rozwalić glinowóz HARMem-samoróbką, gdzie bym był?

Tam.

Trafiłem drugim strzałem.

Randomizacja wektora i wspomaganie sterowania nadal działały, więc nie spadł jak kamień – ale leciał w dół. Ruszyłem biegiem i byłem przy nim chwilę po uderzeniu w ziemię. Słabo go było widać, opakował się w jakąś metapelerynę – wiedziałem gdzie jest głównie przez pył wodny, unoszony uderzeniami ciągu vernierów. Przyklęknąłem przy nim, zacząłem szukać po omacku sterowania ciągu, i wtedy –

– Rzuć broń! Ręce do góry!

Głos za plecami był młody i bardzo przestraszony. Podniosłem powoli ręce.

– Jestem konsultantem z Komendy, mam tu identyfikator, sięgnę teraz po niego, dobrze?
– Nie ruszaj się!
– Spokojnie, nie ruszam się.

Kątem oka zobaczyłem zmokniętego policjanta, obchodzącego mnie ostrożnie, z pistoletem w kurczowo zaciśniętych rękach. Patrzyłem przed siebie, nie chcąc wystraszyć go jeszcze bardziej. Nic to nie dało, bo w końcu stanął przede mną i zobaczyłem wszystko w zwolnionym tempie – jak zauważa czerwony trójkąt na moim policzku, jak rozszerzają mu się oczy, jak zaciska palec na spuście. Wydaje mi się, że prawie zauważyłem pocisk. Da się spudłować z takiej odległości, prawie mu się udało, ale trafił mnie jednak. Szarpnęło, uderzenie wybiło mi powietrze z płuc, złożyłem się i ległem nieruchomo. Jeszcze mi tego brakowało, żeby poprawił. Patrzyłem na kałużę tuż przed oczyma i słuchałem, jak do młodego dołącza ktoś bardziej doświadczony.

– Coś ty kurwa narobił?
– Sztuczniaka złożyłem, poprawiać mam? Nie rusza się, to chyba nie, co?
– Kurwa mać, debilu jeden, co on ma na sobie? Przyjrzyj się, kurwa, i powiedz na głos!

Moment milczenia, a potem –

– Kamizelkę ma.
– A co ma napisane na kamizelce? Przeczytasz czy mam ci przeliterować?
– No tak, ale to sztuczniak!
– Kurwa twoja butlowana mać, co ma napisane! Na głos!
– No “milicja” ma napisane, ale..
– No to, do chuja pana, jak ma napisane że milicja, to znaczy że najpierw z nim rozmawiasz, a napierdalasz potem, bo faktycznie może być nasz, ty debilu!

To by było nawet śmieszne dość, gdyby żebra tak mnie nie bolały. Postrzał to nie żarty, serio.

Advertisements
Posted in PL

3 thoughts on “Wejście dynamiczne

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s