Ryzyko

Masza wchodzi do Soho Clubu, witana jak zwykle przez ciężki bit z nagłośnienia i symbolicznie ubrane kelnerki. Nie zwracając uwagi na wijące się na centralnym podwyższeniu tancerki zmierza w kierunku drzwi na zaplecze, przy których stoi znany jej już przyboczny Rybakowa. Dyskretnie przekazuje mu pistolet i przechodzi. Krótki korytarzyk, na końcu kolejne drzwi. Stuka, wpuszcza ją kolejny ochroniarz: “szef pracuje, musisz chwilę poczekać.”

Rybakow siedzi na kanapie, wodząc rękoma w powietrzu, niewidzące oczy śledzą widziane tylko przez niego kształty. Gdyby nie okulary z projektorem i rękawice, możnaby wziąć go za czubka albo tripującego ćpuna.

– Zaraz z tobą jestem, obsłuż się – rzuca nieobecnym głosem i wskazuje samowar na stole.

Masza nalewa sobie, ukradkiem rozglądając się po pokoju. Rybakow nie zwraca na nią żadnej uwagi, ochroniarz jest tylko jeden, uważny ale spokojny, na podłodze nie ma folii. Siada naprzeciw Rybakowa, pozwalając sobie na dobrze ukryte westchnienie ulgi.

Jest w połowie filiżanki, kiedy mafiozo ściąga okulary, przez chwilę trze zmęczone oczy i skupia wzrok na Maszy. Patrzy na nią chwilę, po czym sięga do nesesera, wyjmuje z niego pistolet, z trzaskiem kładzie go na blacie.

– Co to jest?

Masza powstrzymuje idiotyczną oczywistą odpowiedź, podnosi broń ze stołu. Waży ją w ręku, wyjmuje magazynek, odciąga zamek. Zagląda do komory. Podważa osłonę przed kabłąkiem spustowym, otwiera, zamiera. W luku guncama zamiast standardowej kamery siedzi nadprzewodnikowa mikrobateria i malutki moduł, zrobiony z szarawego metalu. Pochyla lekko pistolet, po metalu przebiegają tęczujące odbłyski, jak po plamie oleju. Ksenostopy. C-tech. Przełyka ślinę, raz, drugi, bardzo uważnie nie sięga do wisiorka na szyi, bardzo uważnie nie rzuca okiem na Rybakowa. Nie wie, co to? Wie i sprawdza ją? Znalazł to w ogóle? Ile mu powiedzieć? Myśląc intensywnie obraca pistolet w dłoniach raz, drugi, oglądając go uważnie. Zwalnia zamek, odbezpiecza, mierzy w doniczkę z fikusem, ściąga spust – nic się nie dzieje. Odkłada broń i bierze głęboki oddech.

– To jest podróba któregoś z mniejszych waltherów, ale zrobiona wyjątkowo porządnie. Nie wiem z czego, ale raczej nie stalowa, bo jest podejrzanie lekka. Niedawno było z niej strzelane, amunicja, na oko, normalne 5,7 milimetra. Ma gunlock, ale zamiast guncama jest coś sporo mocniejszego niż zwykła kamera – może komputer balistyczny, ale jeśli tak to najmniejszy jaki widziałam. Myślę że jakby to rozkręcić całkiem to jeszcze niejedna siurpryza się znajdzie. Fajne żelazo, niepozorne, ale bardzo porządne. Skąd się takie bierze?

– Dowiesz się tego, i zapomnimy o tym nieporozumieniu z czterdziestoma kawałkami.
– A jakieś więcej szczegóły? – Masza unosi brwi pytająco.
– Mieliśmy ostatnio nieproszonego gościa, na którym to znaleźliśmy. Więcej nie potrzebujesz wiedzieć, za powiązaniami typa chodzi już kto inny. Od ciebie potrzebuję analizy tej klamki i ustalenia, kto takie robi.
– Termin?
– Na rozmontowanie broni masz dwa dni, co do pochodzenia – za tydzień-dwa chciałbym już coś od ciebie usłyszeć. Nawet jeśli to będzie tylko “nie mam pojęcia”. To wszystko, działaj.

Masza wstaje i rusza do wyjścia.

– Nie chcę się na tobie drugi raz zawieść.

Zatrzymuje się i spogląda na niego. W końcu rzuca tylko “rozumiem” i wychodzi.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s