Południe, środek miasta

Dom jest pusty, a jednak pełen odgłosów – zupełnie nie tych, do których Olga przywykła w obozie. Zamiast gwaru osadzonych, pożywiających się w stołówce, szum samochodów za oknami. Zamiast dalekiego wizgu pił, jazgotanie aktywizji za ścianą. Jedyna znajoma rzecz to stłumione krzyki za ścianą, krzyki i łomotanie krwi w uszach. Chodzi po domu, nie mogąc sobie znaleźć miejsca. Włącza teleściankę, przerzuca presety programów, w zadziwieniu wpatruje się w reality shows jeszcze głupsze niż to co pamięta sprzed odsiadki, programy kulinarne, teleturnieje. Gasi aktywizję, ubiera się, wychodzi.

Marszałkowska jest zatłoczona. Pod estakadą trasy szybkiego ruchu kłębi się ta gorsza część Śródmieścia, pełna cwaniaków, żebraków i lewych interesów. Wzdłuż chodników stoją budki z tanią arabską elektroniką, ciuchami za półdarmo, wątpliwej jakości przysmakami dziesiątek etnicznych kuchni. Ludzie o uważnych oczach stoją za ladą straganów z nieokreślonym barachłem, dziewczyny w króciutkich spódniczkach przechadzają się bez określonego celu, obserwowane głodnym wzrokiem przez turystów. Olga idzie nieśpiesznie przed siebie, rozglądając się wokół, chłonąc atmosferę. Większości znanych jej miejsc już nie ma, ale Podspód pozostał taki sam.

Podchodzi do straganu, podnosi nonejmowy smartfon, przeciera ekran rękawem, ogląda go dokładnie. Pyta sprzedawcy o cenę, ten odpowiada kulawą polszczyzną. Targuje się chwilę, niespiesznie obracając aparat w rękach, przyglądając się widocznemu w odbiciu chłopakowi, którego widzi już trzeci raz dzisiaj. Roztargnionym spojrzeniem błądzi po ludziach dookoła – dwie budki przed nią jego kolega czyta cennik etiopskiej jadłodajni, a robi to tak wnikliwie, jakby widział go pierwszy raz na oczy. Jak na razie nie udało się jej odzyskać sprzętu z żadnej ze skrytek – nic dziwnego, minęło siedem lat – więc jest goła jak turystka. Jeśli młodzi ludzie nie są prywatną inicjatywą, a ktoś ich przysłał, może być źle. Z wystudiowaną nonszalancją przegląda chłam na straganie, znajduje w końcu to czego szuka, patrząc sprzedawcy w oczy upuszcza srebrny łańcuszek pomiędzy poobijaną książkę a odtwarzacz audio. Sprzedawca dyskretnie bierze łańcuszek do ręki, waży go chwilę w dłoni, nieznacznie przymyka oczy w geście aprobaty. Olga sięga po garść kostek pamięci, ogląda je, odkłada. Podniesiony razem z kostkami czeski nóż sprężynowy znikł już w rękawie.

Nasłani czy nie, zostawienie im inicjatywy to marny pomysł. Odwraca się od straganu i zanurza z powrotem w tłum.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s