W drodze

Do rzeki dotarli pod wieczór. Obóz rozbili przy brodzie, z dala od nadtopionego krateru, który został po solidnym, jeszcze dwudziestowiecznym moście. Bród wyglądał na bezpieczny, ale Saper chciał go jeszcze obejrzeć przy dziennym świetle: utrata wozu nie była im potrzebna do szczęścia. Mimo samopodgrzewających racji i płyty grzejnej w ciężarówce rozpalili mikroskopijne ognisko, siadając wokół niego w atawistycznej potrzebie ciepła i światła. Jedli w milczeniu, popijając wstrętne wojskowe żarcie wstrętną rozpuszczalną kawą.
Doktor krzywiąc się dopiła kawę, wstała i poszła szukać Dowódcy. Znalazła go nieopodal, nachylonego nad Zwiadowcą, który przepatrywał okolicę ich ostatnią droną.

– Dowódco, mogę na słowo?

Oderwał oczy od ekranu, rzucił dwa słowa Zwiadowcy i ruszyli za ciężarówki, poza światło ogniska.

– Oczekuję wyjaśnień.
– A co tu wyjaśniać? Nie zatrzymujemy się, dla nikogo.
– To jest misja humanitarna, Dowódco, a tam byli ranni cywile. Tam były kobiety i dzieci!
– Pani Doktor, to była misja humanitarna. Skończyła się tydzień temu, kiedy dostaliśmy rozkaz odwrotu. Postanowiła pani, w imieniu swoim i swoich ludzi, jechać z nami. Jeśli chciała pani otaczać lokalnych opieką i troską, trzeba było zostać w Ngorone.
– Doskonale pan wie, co by się z nami stało w Ngorone bez uzbrojonej eskorty. Jestem odpowiedzialna za moich ludzi tak jak pan za swoich.
– W takim razie nie wiem, czemu prowadzimy tę rozmowę.

Doktor zacisnęła pięści.

– Prowadzimy ją, bo uniemożliwia mi pan leczenie ludzi, do cholery! Ja panu nie przeszkadzam robić swojej roboty, uprzejmie proszę o odpłacenie taką samą grzecznością!
– Jak najbardziej mi pani przeszkadza.
– W jaki niby sposób zatrzymanie się na godzinę miałoby w czymkolwiek przeszkodzić?

Dowódca spojrzał na nią, i patrzył dłuższą chwilę.

– Pani Doktor, niezależnie od pani zdania, moją robotą jest dowiezienie nas wszystkich do portu w Agopo. Nie wiem, ile po drodze jest zerwanych mostów i zaminowanych dróg. Nie wiem, kto kontroluje teren między nami a wybrzeżem. Mamy do przejechania czterysta mil, w nieznanym terenie, bez rozpoznania, i mamy na to dziesięć dni. Każdy postój w celu udzielenia pomocy cywilom to czas, którego może nam zabraknąć.
– Czemu akurat dziesięć dni? Jak ruszaliśmy z Ngorone, nie było mowy o żadnym deadline.

Dowódca rozejrzał się i zniżył głos.

– Rozkaz odwrotu dostały wszystkie jednostki. To jest koniec Central Command, wycofujemy się z Afryki – a za dziesięć dni z Agopo odpływa ostatni statek. Ostatni, rozumie pani? Jeśli się na niego spóźnimy, będziemy wracać do Stanów na piechotę.
– Nie wiedziałam.
– Oczywiście. Nie rozpowiadam tego, ludzie są wystarczająco zestresowani. Proszę zatrzymać to dla siebie. Mam nadzieję, że mogę liczyć na pani współpracę?

Doktor skinęła głową. Ruszyli w stronę przygasającego ogniska, z identycznym wyrazem troski na twarzach. Wysoko nad nimi, po niebie w ciszy płynęły radioaktywne chmury.

Advertisements
Posted in PL

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s