Przebicie

Strona książki rozmywa się, litery znikają w śnieżącej plamie; odruchowo przeciera oczy, ale plama pozostaje. Aura, znowu aura, nadchodzi następny atak migreny. To koniec produktywnego dnia, nic już dzisiaj nie zrobi: pozostaje łyknąć czerwoną kapsułkę i czekać. Może dziś będzie lżej, może odpuści szybko. Może tylko jej się zdaje, że leki przestają działać. Odkłada książkę byle gdzie, szybkim krokiem rusza do kuchni, opakowanie, szklanka, filtrowana woda bez smaku, popić. Ledwo zdąża, ból zaczyna się od nacisku w lewej skroni i narasta, prawie ją oślepiając. Po omacku wraca do pokoju, odkurzacz ledwie zdąża uciec spod nóg. Kładzie się, ostrożnie, jakby była ze szkła. Najważniejsze nie zwymiotować leków.

Następne godziny to wieczność bezruchu i ciemności, oczekiwania na kolejne uderzenie bólu, w ohydnym lepkim pocie, w nadziei że leki wreszcie wejdą, że mdłości trochę odpuszczą, że uda się zasnąć.

Kiedy się budzi, jest już ciemno. Ostrożnie otwiera oczy, obraca nimi. Nic. Powoli przekręca głowę, spodziewając się uderzenia bólu – które nadchodzi, ale słabiutkie, zabawne nieomal. Napotyka wzrok kota; zwierzę ziewa, podnosi się i rusza w stronę kuchni, z obojętnością właściwą dla niemodyfikowanych Felis Catus. Podnosi się także, rusza w stronę łazienki, zrzucając po drodze przepocone ubranie. Nakarmić włochatego drania może za chwilę, prysznic jest ważniejszy.

Długo stoi pod gorącą wodą, czując jak wracają jej siły. Otwiera w końcu oczy, obraca się, zastyga w połowie sięgnięcia po szampon. Na lustrzanym kaflu tuż przed jej twarzą – napis w parze, starannymi drukowanymi literami jej własnego charakteru pisma:

SPALILI CIĘ - 8EDF224597DB1097

Zawrót głowy, prawie traci równowagę, ledwie zdąża uchwycić mocowanie prysznica. Spalona? No to kanał: spalony operator nie ma nic. Nie ma łączności, nie ma respawnów, nie ma kontaktów. Zero możliwości manewru, utyka w życiu, w którym akurat go porzucili. Będzie musiała – gubi wątek, zamiera.

Jaki operator? Jakie respawny? Skąd te myśli? Czyje to myśli?

Przy spaleniu albo zamazują operatora całkiem, albo wrzucają jego wektor osobowości w jakąś skorupę i nakrywają go syntetyczną tożsamością, do odmrożenia jeśli będzie potrzebny. Czasami syntetyk puszcza i wektor się przebija.

Co to jest? Kto to jest? Kim ja jestem?

Ściera parę z lustra, przerażona patrzy w swoje odbicie, nie znajduje w ciemnych oczach żadnej odpowiedzi.

Trzask zamków w drzwiach wejściowych, głos:

– O, wstałaś. Żyjesz? Twój telefon zawiadomił mnie, że znów masz atak…?

Przyszedł, jest, pomoże mi…

Może być cywilem, ale może być prowadzącym dla skorupy. Ostrożnie.

Dwie myśli zderzają się ze zgrzytem. Przez moment stoi w niezdecydowaniu, potem owija się ręcznikiem i wychodzi z łazienki.

 

[zainspirowane tym zdjęciem]

Advertisements
Posted in PL

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s