Opowieści z mchu i paproci

– Za dobre sprawowanie urwali ci trzy lata puszczy i fedrowania wanadu? – Masza jest sceptyczna.
– To było – tam są – Olga zacina się, milknie. Milczy chwilę, w końcu podsuwa szklankę po dolewkę. Wypija, odchrząkuje.

– Puszcza się zmienia. Ma swoje wariactwa i swoje ciche dni, czasami jest spokojna, czasami rzuca się do gardła. Nie zwierzaki i nie rośliny – Puszcza. To widać, jeśli dasz radę przeżyć tam parę miesięcy. Jeśli wrócisz z pierwszych paru wyjść za druty, to zaczynasz to widzieć: te – pstryka palcami, szukając słowa – odpływy i przypływy. A po jakimś czasie zauważasz, że ona nie żyje sobie ot-tak: Puszcza wie że tam jesteś. Wie o tobie. Chce cię dosięgnąć, dotknąć, obejrzeć. Przyjąć, jeśli przyjmiesz jej prawa. Zgnieść, jeśli nie.

Milknie. Patrzy przed siebie, w czas i miejsce dalekie od małego mieszkania w centrum Warszawy.

– Ludzie to czują. Niektórzy słyszą głosy w głowie, niektórzy robią się tacy nieobecni, a potem na karczowaniu rzucają piłę czy miotacz i po prostu idą. Strażnicy nawet do nich nie strzelają, no bo gdzie taki ucieknie? Stare zeki mówią, że to serce lasu ich woła. I że każdy osadzony je w końcu usłyszy, a jak raz usłyszy, to zawsze będzie słyszeć. No i słyszą, i idą, i później słyszysz w baraku, jak ktoś się przysięga że widział takiego, co to już poszedł. Jak wrócił na karczowanie i stał w krzakach, namawiał. Żeby dołączyć.

Olga wpatruje się w swoją pustą szklankę. Irina podrywa się, sięga po butelkę, dostaje po łapach od Maszy. Ostatki rozlane, butelka ląduje w koszu, z lodówki
wyjeżdża następna.

– Lekarze mówią, że to omamy tylko i że nie ma żadnego serca lasu, ale łżą jak psy, bo inaczej naukowców by tylu nie było: Szurpiły to zwykły obóz pracy, po czorta tam naukowcy? Bida z nich tylko, lezą w las, wloką z niego jakieś ścierwa, dłubią, kombinują, a Puszcza tego nie lubi.

– No i przyjechali któregoś wieczoru, transporterem całym we flakach i żywicy. Stanęli na środku obozu, wycięli z buta od razu do tych swoich kontenerów, gadali po naukowemu, a szczęśliwi wszyscy jakby im kto w kieszeń narobił. Od razu źle to wyglądało, stare zeki się pochowały gdzie który mógł, mówili że Puszcza się rozzłościła. Jak zaszło słońce to nawet strażnicy się skapowali: po lesie poszedł taki poszum, pomruk, jakby wiatr w drzewa walnął – ale wiatru nie było ni ciut. Powłączali reflektory, powłazili na wszystkie wieże, drony podnieśli, no co tylko chcecie. Dużo im to dało, ehe.

Advertisements

One thought on “Opowieści z mchu i paproci

  1. Bardzo dobre.

    Pod koniec aż skręca z braku informacji o głosie, gestach, wyrazie twarzy opowiadającej. Tak w okolicach ostatniego zdania. Zostaje bardzo szerokie pole dla wyobraźni.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s