W pilnej sprawie rodzinnej

Stoją naprzeciw siebie z zaciśniętymi pięściami, wściekłość jednej odbija się we wściekłości drugiej.

– To moja sprawa, z kim się spotykam! Nie będziesz mi się wpierdalać w prywatne sprawy!
– Tłumaczę ci jak komu dobremu, zadawanie się z tym szkodliwym małym gnojkiem to nie jest twoja prywatna sprawa.
– Odwal się, Masza! W dupie mam twoją “świętą reputację niezależnego dostawcy” – zaznacza palcami sarkastyczne cudzysłowy – tak samo jak i reszta dzielnicy! Wielka pani fikser, kurwa, tylko że towaru upilnować nie potrafi! Ogarnij swoje sprawy najpierw!

To jest cios poniżej pasa, ale nie potrafi się już pohamować.

Masza milknie, zaciśnięte wargi bieleją. Milczy długo.

– No więc wbij sobie do tępego łba, pani dorosła osobo – cedzi – że wsypę z ostatnim transportem zawdzięczam właśnie twojemu Gruzinowi. Sprowadziłaś tego karalucha tutaj, a on, jak już skończył cię grzmocić, wziął i sklonował sobie twoje obydwa telefony – i jak zadzwoniłam, żebyś mi osłaniała plecy przy transporcie, gnój miał mnie jak na widelcu. Nas obie.

Irina stoi w milczeniu, sparaliżowana zimną złością bijącą z oczu siostry.

– Jesteś dorosła? No to jako dorosła, posprzątaj po tej chujni. Nie interesuje mnie, jak.

Masza odwraca się na pięcie i zarzucając na ramiona kuloodporną kurtkę, wychodzi. Irina zostaje sama w domu, z pustką w głowie i suchymi oczyma.

Cicho idzie przez mieszkanie, przez uchylone drzwi wsuwa się do ciemnego pokoju, w zawodzenie sufickiej muzyki i ciężki odór bufoteniny. W ciemności ledwo majaczy zwinięta na materacu sylwetka. Irina podchodzi z wahaniem, przysiada, potem opiera się o ciepły kształt.

– Olu, Oleńko, co ja mam teraz zrobić?
– Szto-oo…?

Irina wzdycha ciężko. Nie, nikogo nie ma w domu.

– Masza straciła wszystko przez tego chujka, przez Gruzina. Nie przez Gruzina, przeze mnie. Gnój dobrał się do niej przeze mnie, od początku tylko o to mu chodziło, a ja myślałam, myślałam że…

Łzy, wreszcie. Nie musi nikogo udawać, kuli się przy bezmyślnej, zwierzęcej obecności starszej siostry, bezradna i bardzo, bardzo młoda.

– Durna gówniara, myślałam że on, że ja… Nie wiem, co myślałam. Nakładłam Maszy, no i teraz – nie wiem co teraz.

Olga porusza się, powoli podnosi się do półsiedzącej pozycji. Twardą dłonią dotyka policzka Iriny, półprzytomnym spojrzeniem błądzi po jej twarzy. Wyciąga drugą rękę – i z szerokiego rękawa bluzy z cichym trzaskiem wysuwa się ramię podajnika, wstawiając w oczekującą dłoń kanciasty kształt. Serwokabura pajęczym ruchem chowa kończynę z powrotem w rękawie, a Olga kładzie ciężki pistolet na kolanach Iriny.

– Teraz posprzątasz.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s