Śpioch

Więc żyje się normalnie. Jeździ się rowerem, dostarcza się paczki, po jakiejś bezsensownej zjebie kupiło się porządną torbę Ortlieba, żeby nic nie przemiękło nawet przy wywrotce w kałużę. Wywrotka, zgięta obręcz, kretyni w samochodach, to są problemy teraz. Chodzi się na koncerty, pije się tanie piwo, ogląda się za dziewczynami. Trochę się zaniedbało higienę, więc w podrywie się nie ma żadnych osiągnięć przesadnych. Mieszka się w wynajętym pokoju na Dobrej, w brudzie zaniedbanego mieszkania i z ledwie kontaktującym zdemenciałym dziadkiem-landlordem. Trochę się gra na basie.

Rozmawia się z innymi kurierami, o dupach, o kierowcach, o zimie. Nadal nie lubi się zimy, nie mówi się czemu, kolegom się zdaje że rozumieją. Żaden kurier przecież nie lubi, więc kiwa się głową i nie mówi nic więcej.

Czeka się sylwestra z bezsensowną obawą.

Czasami miewa się momenty zwątpienia. Czasami się myśli, że zielsko zryło beret, że powinno się udać na Sobieskiego, że takie rzeczy się nie działy, nie dzieją, nie mogą się dziać. Że się uroiło, że nic nie było naprawdę. Otwiera się wtedy czasami szafkę i patrzy na makarowa z tłumikiem. Wyjmuje się go czasem, przeciera szmatką, oliwi, wciąż z absurdalnym wrażeniem, że nadal czuć go kordytem i mrozem. Odkłada się go z powrotem i prawie o nim zapomina. Prawie.

Jeździ się do pracy różnie, dla urozmaicenia, zawsze mija się ten sam osiedlowy parking, na którym wciąż stoi przykryty plandeką stary polonez. Nie myśli się o torbie w bagażniku. Zawsze mija się ten sam kiosk, na którego ściankę zawsze się rzuca okiem i odwraca wzrok, trochę z ulgą, a trochę z dziwnym uczuciem zawodu. Później nie myśli się o tym wcale, bo poranny szczyt, bo kierowcy, bo się uważa.

Kiedy na kiosku widzi się narysowany kredą trójkąt, prawie się spada z roweru. Potem przez cały dzień się spóźnia, doręcza nie to co trzeba nie tym co trzeba, zapomina pokwitowania, zbiera się opierdole. Po południu podejmuje się decyzję, wracając do domu przystaje się przy kiosku, wyciąga z kieszeni kredę i rysuje zamaszystą pionową krechę przez trójkąt.

Wieczorem idzie się do parku, zapalić ostatniego do odwołania blanta. Siedzi się długo w noc, czując się jak odwinięty z zaoliwionej szmatki makarow z tłumikiem, wyciągnięty z szafki po długim leżakowaniu.

Advertisements
Posted in PL

2 thoughts on “Śpioch

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s