02

Nieużywane od dawna drzwi na piętro zgrzytnęły głośno. Zatrzymali się na moment, ale odwrotu już nie było: jeśli tamci jeszcze się ich nie spodziewali, to właśnie zostali ostrzeżeni. Szybko i sprawnie wyśliznęli się z klatki schodowej, ukrywając się za narożnikami – i to odruchowe działanie uratowało im skórę, kiedy z przeciwnego końca korytarza huknęły strzały.

Kosa i Gwóźdź spojrzeli na siebie.

– Dwóch? – gestami spytał Kosa. Wzruszenie ramion Gwoździa starczyło za odpowiedź.

Po drzwiach, z których właśnie wyszli, błądziła plamka laserowego celownika. Kosa wychylił się za narożnik i strzelił dwa razy, bez specjalnego efektu, jeśli nie liczyć obfitej odpowiedzi z tamtej strony.

– Co robimy?

– No idea.

Dziewięć popukał w ramię Kosę, podtykając mu pod nos kartkę – “zajmijcie ich obejde z boku” – po czym ruszył bocznym korytarzem.

To był plan.

Kosa spojrzał na Gwoździa, wychylił się zza rogu i na piętrze ponownie rozgorzała strzelanina. Gwóźdź mruknął z satysfakcją, widząc jak trafiony w ramię przeciwnik pada bezwładnie. Przyduszony ogniem kompan nieprzytomnego schował się za rogiem.

Znakomicie, pomyślał Kosa, został jeden, a Dziewięć Żyć zaraz go dorwie. Jeden – ejże, nie było ich trzech czasem? Kurwa, mają ten sam pomysł…!

– Z boku! – wrzasnął – Uważaj, z boku!

Coś najwyraźniej przebiło się przez dzwonienie w ogłuszonych hukiem uszach, bo Gwóźdź wycelował broń w wylot drugiego bocznego korytarza – akurat gdy pojawiła się w nim postać.

Strzały padły jednocześnie: dwa klaśnięcia zlały się z urwanym terkotem pistoletu maszynowego. Potężne uderzenie w pierś odebrało Kosie oddech i rzuciło go na podłogę. Oszołomiony, potrząsnął głową.

– Cały jesteś? Ja pierdolę, ten to ma niefart…

Kosa pomacał się po mostku. Ręce sprawne, dobrze. Nie ma krwi, znakomicie. Kamizelka wytrzymała, dzięki niech będą HK i ich arachnowłóknom.

– Co… z tamtym? – stęknął podnosząc się.

– Boom, headshot – uśmiechnął się Gwóźdź, wskazując bryzg na ścianie nieopodal nieruchomej postaci.

– Dziewięć, jak u ciebie? – krzyknął w dół korytarza Kosa, po czym zreflektował się: jakiej niby odpowiedzi spodziewał się od niemego?

Wychylił się ostrożnie za róg, przyświecając sobie latarką taktyczną na pistolecie. W przeciwległym końcu korytarza zza narożnika machała dłoń wielkości bochna.

– Widzimy cię, cały jesteś?

Dłoń pokazała uniesiony kciuk i dopiero wtedy zza rogu pojawił się Dziewięć, wlokąc za kołnierz bezwładną postać.

– No dobra, pozamiatane. Zobaczmy czy mamy naszego spryciarza.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s